Ostatnio zamieszczone

Minimalizm na Morawach

Z wyprawą wiązaliśmy spore nadzieje. Góry i gęste lasy są zawsze dobrym celem podróży. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Mezi Plutky. Właściciele odrestaurowali pieczołowicie stary dom, dbając o każdy detal, wysoką jakość mebli czy tkanin.

Pokój (najmniejszy w pensjonacie) był wystarczająco przestronny i komfortowy.

Śniadanie składało się z lokalnych produktów przemieszanych z tymi z supermarketu. Obłędnie smaczne borówki leżały obok wyjętych z folii, przemysłowo uprawianych pomidorów. Domowe ciasto, sery i konfitury były mocną stroną posiłku.

Na zewnątrz na nas czekał basen, a przy nimi leżaki, stoliki… Dużym plusem była naturalna filtracja wody (bez chloru, za pomocą roślin). Minusem lodowata woda.

Mimo niskiej temperatury odważyłem się pływać. Po chwili radość z pływania w górskiej wodzie wzięła górę nad chłodem… Bardzo polecam spróbować!

Naszym celem był relaks na łonie natury; nie zabrakło więc spacerów po górach i lesie.

Mezi Plutky to wybór dość drogi, naszym zdaniem nie wart ceny. Zaskoczyła nas niemiło cena posiłku, którą poznaliśmy dopiero przy wyjeździe… Sama kolacja była przeciętna. Z plusów, w zamian za wysoką cenę otrzymujemy przepiękne wnętrza, ogród, basen i możemy oderwać się od codzienności.

Reklamy

Krótki przystanek w Wenecji

Niezależnie, czy jesteśmy tu na dłużej, czy tylko na chwilę (tak jak tym razem, kiedy Wenecja była przystankiem pomiędzy Dolomitami i Korsyką), nigdy się w Wenecji nie nudzimy. Mamy tu swoje ulubione kawiarnie, restauracje, galerie czy zaułki.

Tre Cime

Znaleźliśmy idealne schronisko górskie. Sami zobaczcie, czy oprzecie się urokowi tego miejsca…

Pokój gościnny na ostatnim piętrze.
Widok z pokoju (balkon).
O każdej porze dnia czekają bezpłatne domowe wypieki. Szarlotka z orzechami pini obłędna!
W trakcie pobytu byliśmy rozpieszczani. Tu domowa nalewka jagodowa.

W cenie pokoju jest śniadanie, woda butelkowana w góry, ciasta domowe serwowane cały dzień oraz kolacja (3 dania i bufet sałatkowo-serowy), wstęp do SPA (takiego spa nie widzieliście nigdzie – to możemy obiecać!), ogrzewany basen zewnętrzny. Cena dla osoby różni się w zależności od sezonu. My płaciliśmy 300 zł (lato 2019).

Jeżeli cokolwiek zmusi Was do opuszczenia schroniska i strefy SPA, to właśnie okoliczne góry. Słowa piękne, obłędne… są tu zupełnie zbędne; popatrzcie na zdjęcia poniżej.

Castel Fragsburg, czyli najmniejszy 5-gwiazdkowy hotel w Południowym Tyrolu

Castel Fragsburg, choć określany najmniejszym 5* hotelem w Południowym Tyrolu, oferuje niemałą dawkę przyjemności. Jedną z nich jest niewątpliwie część spa (z naturalnymi kosmetykami) oraz basen z widokami na winnice. Dla chętnych również poranna joga.

Kuchnia jest tu gwiazdkowa! Nawet najprostsze pozycje w menu okazały się zaskakujące. Jeśli tam będziecie, koniecznie spróbujcie minestrone.

Sposób podania i jakość produktów nie mają sobie równych. Śniadania oparte są o lokalne eko składniki.

Położenie hotelu, widoki, kuchnia, spa – wszystko to sprawia, że ma się poczucie solidnej regeneracji już po jednym dniu pobytu. Dostajemy zastrzyk energii na dalsze trekkingi.

I choć tym razem trekking okazał się krótszy niż planowaliśmy, bo nad Jeziorem Braies spotkała nas burza z gradem, to nie ma tego złego… 😉 Szybciej dotarliśmy do kolejnego miejsca, które przywitało nas najlepszą szarlotką na świecie!

Przystanek w Lanie

1477 Reichhalter. Warto? Warto! Dla dobrej kuchni (czy musimy o tym pisać, że takie miejsca wybieramy heh), dla pięknych wnętrz i dobrej lokalizacji.

W tym miejscu czułem się jak bohater dobrego filmu; w każdym razie z dobrą scenografią. Dla wnikliwych czytelników bloga – w domu, w Warszawie mam takie same gniazdka do prądu (to znaczy część z nich, bo wymiana całości była na razie zbyt kosztowna).

Briol

Tastytrip od lat pozostaje wierny prezentowaniu podróży bez upiększeń, photoshopa i postów sponsorowanych. Jeśli coś Wam polecamy, to dlatego, że tam byliśmy i nam się spodobało. Czasem toczymy między sobą dyskusje, czy warto tagować zdjęcia na instagramie, blogu – bo znalezienie miejsc, którymi się dzielimy nigdy nie jest łatwe; zawsze jest owocem wielogodzinnych poszukiwań, porównań, zbierania opinii. Na koniec jednak wygrywa chęć dzielenia się naszymi odkryciami z Wami i tym samym nagrodzenia gospodarzy miejsc, którzy nas gościli. Wśród hoteli, schronisk prezentowanych na blogu, nie brakuje takich do których wracamy po kilka razy (a chcielibyśmy jeszcze częściej). Jednym z nich jest Briol.

Jeśli marzycie o spartańskich warunkach, a słowo eko nie jest dla Was jedynie synonimem najdroższej półki w hipermarkecie – to miejsce może się Wam spodobać. Dom jest dostępny jedynie pieszo lub terenowym samochodem; został zbudowany przy górskim szlaku, w połowie drogi na szczyt Ritter Horn. Po przybyciu zachwyci Was panorama alpejskich szczytów i (wydawałoby się) niekończąca się łąka, na której zazwyczaj na sznurkach suszy się pranie. We wnętrzach schroniska przeważa drewno i styl rustykalny; sercem jest jadalnia, a w kuchni wciąż króluje kaflowy piec (w przeciwieństwie do kuchenek konwekcyjnych, którymi nafaszerowana jest nadwiślańska gastronomia). Wystrój jest autentyczny, szczery i nie udaje modnych miejsc. Pokoje wyglądają tak, jak kilkadziesiąt lat temu; nadal nie mają łazienek, a skrzypiąca drewniana podłoga pachnie szarym mydłem, którym jest czyszczona. Po przyjeździe prawdopodobnie zostaniecie przywitani domową nalewką, której skosztowania odmówić nie wypada. Innych domowników poznacie najpóźniej o godzinie 19, w porze kolacji, która wliczona jest w cenę pokoju. Przy budynku jest również basen wypełniony źródlaną, nieogrzewaną (sic!) wodą. Jak się odważycie pływać, nie poczujecie chloru i innych ulepszaczy. Od kąpieli można rozpocząć każdy kolejny dzień pobytu. Działa energetyzująco!

Jesteśmy łasuchami. Nawet najlepsze miejsca rozczarowują, gdy nie oferują porządnego śniadania. Ostatnio gościliśmy nad polskim morzem, śpiąc w designerskich domkach. Właścicielom starczyło pieniędzy na architekta, czy markowe meble – ale już nie chcieli dokładać sobie pracy i oferować śniadań; ba! choćby wieszać rano na klamce woreczka ze świeżym chlebem. W Briolu śniadanie mógłby jadać niejeden król. Do wyboru jest niemal wszystko, co sobie wymarzycie, a co można znaleźć w odległości kilku kilometrów od schroniska (właściciele unikają podawania jedzenia wymagającego długiego transportu). Wysoka jakość produktów jest bezdyskusyjna. Polecamy stolik na tarasie z widokiem na pobliskie doliny.

Wokół schroniska prowadzą szlaki na kilka szczytów. Trasy są łagodne i raczej spacerowe. Po więcej adrenaliny trzeba ruszyć autem do pobliskich dolin i stamtąd rozpocząć typowo alpejską wspinaczkę.

Bühelwirt. Włoskie Dolomity, 10 km od granicy z Austrią.

W poszukiwaniu idealnego górskiego hotelu dojechaliśmy do San Giacomo we włoskich Dolomitach. Miejscówka Bühelwirt zaskoczyła nas dobrą kuchnią i minimalistycznym designem.

W okolicy hotelu trasy piesze są raczej nudne. To raj dla narciarzy, a latem warto mieć samochód, aby dotrzeć w oddalone o kilkanaście kilometrów malownicze miejscówki.

Brak ciekawych tras rekompensuje design hotelu i jego centralne położenie między alpejskimi dolinami. Gdy zdecydujemy się ruszyć autem, dość szybko (ok. 15 min. drogi) trafimy na widoki ze zdjęć.

Nasza ocena:

Hotel 5/5

Śniadanie 5/5 (duży wybór eko)

Kolacja 5/5

Położenie 4/5

Stosunek jakości do ceny 5/5

X-Factor: okna w pokojach z leżankami do górskich medytacji 🙂