Wszystkie posty umieszczone pod: Lifestyle

Minimalizm na Morawach

Z wyprawą wiązaliśmy spore nadzieje. Góry i gęste lasy są zawsze dobrym celem podróży. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Mezi Plutky. Właściciele odrestaurowali pieczołowicie stary dom, dbając o każdy detal, wysoką jakość mebli czy tkanin. Pokój (najmniejszy w pensjonacie) był wystarczająco przestronny i komfortowy. Śniadanie składało się z lokalnych produktów przemieszanych z tymi z supermarketu. Obłędnie smaczne borówki leżały obok wyjętych z folii, przemysłowo uprawianych pomidorów. Domowe ciasto, sery i konfitury były mocną stroną posiłku. Na zewnątrz na nas czekał basen, a przy nimi leżaki, stoliki… Dużym plusem była naturalna filtracja wody (bez chloru, za pomocą roślin). Minusem lodowata woda. Mimo niskiej temperatury odważyłem się pływać. Po chwili radość z pływania w górskiej wodzie wzięła górę nad chłodem… Bardzo polecam spróbować! Naszym celem był relaks na łonie natury; nie zabrakło więc spacerów po górach i lesie. Mezi Plutky to wybór dość drogi, naszym zdaniem nie wart ceny. Zaskoczyła nas niemiło cena posiłku, którą poznaliśmy dopiero przy wyjeździe… Sama kolacja była przeciętna. Z plusów, w zamian za wysoką cenę otrzymujemy przepiękne wnętrza, ogród, basen i możemy oderwać …

Przystanek w Lanie

1477 Reichhalter. Warto? Warto! Dla dobrej kuchni (czy musimy o tym pisać, że takie miejsca wybieramy heh), dla pięknych wnętrz i dobrej lokalizacji. W tym miejscu czułem się jak bohater dobrego filmu; w każdym razie z dobrą scenografią. Dla wnikliwych czytelników bloga – w domu, w Warszawie mam takie same gniazdka do prądu (to znaczy część z nich, bo wymiana całości była na razie zbyt kosztowna).

Z widokiem na Kazbek

Z Tbilisi w góry Wielkiego Kaukazu można dojechać w niecałe 3 godziny. Drogę można pokonać taksówką (ok. 100 zł) lub marszrutką (15 zł). Wyprawa mini busikiem w niczym nie będzie przypominać ospałego transportu, który znamy z Polskich miast. Gdybym miał porównać to doświadczenie, zestawiłbym je z treningiem na torze gokartowym. Podróż taksówką ma swoje plusy, a przede wszystkim możliwość zatrzymania auta w dowolnym miejscu na trasie bez wpływu na koszt końcowy kursu (przy założeniu, że zatrzymujemy się na kilkanaście minut, a nie spędzamy po drodze połowę dnia). Nasi czytelnicy już wiedzą, że lubimy testować różne rozwiązania i w jedną stronę wybraliśmy taksówkę, by wrócić małym busikiem. Jadąc do Kazbegi, warto zrobić przystanek w Ananuri oraz Gudauri; chociażby dla takich widoków. Trasa jest mało wdzięczna, bo do licznych zakrętów, kiepskiej nawierzchni dochodzą strome zbocza. Samo miasto Kazbegi jest bardzo często odcinane od świata przez opady śniegu blokujące przejazd. W czasie naszego majowego pobytu droga była zablokowana przez 2 dni. Dla osób, które mają wykupione bilety powrotne, może być to sporym utrudnieniem. Samo Kazbegi wydaje się mocno …

Tbilisi nowym Berlinem?

Samolot LOTu dolatuje do stolicy Gruzji o 3:30. Nie dajcie się nabrać na naciągaczy i wybierzcie taxi z korporacji, aby za 15 zł być w 30 minut w centrum miasta. Wiosenny spacer warto zacząć od wschodu słońca. Ulice Tbilisi są wtedy kompletnie puste, a samo miasto w złotym świetle ma hipnotyczny urok miast Bliskiego Wschodu. Po godzinie 7 spokojny rytm miasta stopniowo wypiera tłum, aby oblepić je aż do nocy. Najlepszym wyborem na nocleg będzie Rooms Hotel lub wybrany przez nas hotel Stamba, który magazyn New York Times zaliczył do 100 najlepszych na świecie. O wrażeniach z hotelu nie chcę się rozpisywać, ale mogę Wam obiecać jedno – tak dobrego śniadania prędko nie zjecie! Tbilisi zaskoczyło nas różnorodnością knajp, kawiarni, galerii, które wtapiały się w organizm miasta, przy czym były ultra nowoczesne i designerskie. Na ulicach widać niemało młodych, modnych ludzi, których moglibyśmy równie dobrze zobaczyć na ulicach Berlina czy Mediolanu. Przykładem miejscówki, która łączy w sobie wszystko, o czym pisaliśmy, jest Fabrika – hostel, knajpy, sklepy w post-fabrycznej przestrzeni rozpościerającej się przez tysiące metrów …

Dojechaliśmy do Tokio

To już pachnie naszym lenistwem, że post z Tokio pojawia się właśnie teraz. Na usprawiedliwienie powiem, że byliśmy ostatnio mocno zajęci. Myślę tu o zmianach w życiu, wyzwaniach w pracy (tak, Tasty nie jest naszym jedynym zajęciem), jak i podróżach. Tylko w zeszły weekend udało nam się spacerować po zamarźniętym jeziorze w Dolomitach, przegryzać kanapki z włoskim salami na szczycie Kronplatz, czy degustować wino u źródła w regionie Valpolicella. No dobrze, ale do weekendu dojdziemy niebawem. Czujemy się winni zaniedbania i rzutem na taśmę ruszamy z ostatnim przystankiem na naszej ostatniej wyprawie do kraju kwitnącej wiśni…

Prosto i sezonowo, czyli galette ze śliwkami

Kochani, obserwując Instagrama – widzicie nasze rytuały kulinarne. I tak co tydzień, gdy tylko jesteśmy w domu, pieczemy chleb. Taki puszysty, na zakwasie, wg. dopracowanej receptury. Wraz z gośćmi wjeżdżają też ciasta – od klasyków, jak szarlotka, po wegańskie i bezglutenowe tarty. Zdecydowanie jesteśmy zwolennikami wykorzystywania tego, co w sezonie najlepsze i najświeższe. A jeśli jeszcze możemy coś przygotować bardzo szybko i efekt jest więcej niż zadowalający, stajemy się wierni przepisowi i możemy go powtarzać bez przerwy! Tak było z galette. Galette ma francuskie „korzenie” i jest to rodzaj kruchego ciasta, wałkowanego na płasko, z niedbale zawijanymi krawędziami i przeróżnym nadzieniem: od słodkich do wytrawnych. Ja częściej stawiam na wersje słodkie, jesienią wykorzystuję jabłka, gruszki czy – jak w tym przypadku – węgierki.