Wszystkie posty umieszczone pod: Góry

Lubimy spędzać czas na górskich szlakach…

Minimalizm na Morawach

Z wyprawą wiązaliśmy spore nadzieje. Góry i gęste lasy są zawsze dobrym celem podróży. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Mezi Plutky. Właściciele odrestaurowali pieczołowicie stary dom, dbając o każdy detal, wysoką jakość mebli czy tkanin. Pokój (najmniejszy w pensjonacie) był wystarczająco przestronny i komfortowy. Śniadanie składało się z lokalnych produktów przemieszanych z tymi z supermarketu. Obłędnie smaczne borówki leżały obok wyjętych z folii, przemysłowo uprawianych pomidorów. Domowe ciasto, sery i konfitury były mocną stroną posiłku. Na zewnątrz na nas czekał basen, a przy nimi leżaki, stoliki… Dużym plusem była naturalna filtracja wody (bez chloru, za pomocą roślin). Minusem lodowata woda. Mimo niskiej temperatury odważyłem się pływać. Po chwili radość z pływania w górskiej wodzie wzięła górę nad chłodem… Bardzo polecam spróbować! Naszym celem był relaks na łonie natury; nie zabrakło więc spacerów po górach i lesie. Mezi Plutky to wybór dość drogi, naszym zdaniem nie wart ceny. Zaskoczyła nas niemiło cena posiłku, którą poznaliśmy dopiero przy wyjeździe… Sama kolacja była przeciętna. Z plusów, w zamian za wysoką cenę otrzymujemy przepiękne wnętrza, ogród, basen i możemy oderwać …

Castel Fragsburg, czyli najmniejszy 5-gwiazdkowy hotel w Południowym Tyrolu

Castel Fragsburg, choć określany najmniejszym 5* hotelem w Południowym Tyrolu, oferuje niemałą dawkę przyjemności. Jedną z nich jest niewątpliwie część spa (z naturalnymi kosmetykami) oraz basen z widokami na winnice. Dla chętnych również poranna joga. Kuchnia jest tu gwiazdkowa! Nawet najprostsze pozycje w menu okazały się zaskakujące. Jeśli tam będziecie, koniecznie spróbujcie minestrone. Sposób podania i jakość produktów nie mają sobie równych. Śniadania oparte są o lokalne eko składniki. Położenie hotelu, widoki, kuchnia, spa – wszystko to sprawia, że ma się poczucie solidnej regeneracji już po jednym dniu pobytu. Dostajemy zastrzyk energii na dalsze trekkingi. I choć tym razem trekking okazał się krótszy niż planowaliśmy, bo nad Jeziorem Braies spotkała nas burza z gradem, to nie ma tego złego… 😉 Szybciej dotarliśmy do kolejnego miejsca, które przywitało nas najlepszą szarlotką na świecie!

Przystanek w Lanie

1477 Reichhalter. Warto? Warto! Dla dobrej kuchni (czy musimy o tym pisać, że takie miejsca wybieramy heh), dla pięknych wnętrz i dobrej lokalizacji. W tym miejscu czułem się jak bohater dobrego filmu; w każdym razie z dobrą scenografią. Dla wnikliwych czytelników bloga – w domu, w Warszawie mam takie same gniazdka do prądu (to znaczy część z nich, bo wymiana całości była na razie zbyt kosztowna).

Briol

Tastytrip od lat pozostaje wierny prezentowaniu podróży bez upiększeń, photoshopa i postów sponsorowanych. Jeśli coś Wam polecamy, to dlatego, że tam byliśmy i nam się spodobało. Czasem toczymy między sobą dyskusje, czy warto tagować zdjęcia na instagramie, blogu – bo znalezienie miejsc, którymi się dzielimy nigdy nie jest łatwe; zawsze jest owocem wielogodzinnych poszukiwań, porównań, zbierania opinii. Na koniec jednak wygrywa chęć dzielenia się naszymi odkryciami z Wami i tym samym nagrodzenia gospodarzy miejsc, którzy nas gościli. Wśród hoteli, schronisk prezentowanych na blogu, nie brakuje takich do których wracamy po kilka razy (a chcielibyśmy jeszcze częściej). Jednym z nich jest Briol. Jeśli marzycie o spartańskich warunkach, a słowo eko nie jest dla Was jedynie synonimem najdroższej półki w hipermarkecie – to miejsce może się Wam spodobać. Dom jest dostępny jedynie pieszo lub terenowym samochodem; został zbudowany przy górskim szlaku, w połowie drogi na szczyt Ritter Horn. Po przybyciu zachwyci Was panorama alpejskich szczytów i (wydawałoby się) niekończąca się łąka, na której zazwyczaj na sznurkach suszy się pranie. We wnętrzach schroniska przeważa drewno i styl rustykalny; …

Bühelwirt. Włoskie Dolomity, 10 km od granicy z Austrią.

W poszukiwaniu idealnego górskiego hotelu dojechaliśmy do San Giacomo we włoskich Dolomitach. Miejscówka Bühelwirt zaskoczyła nas dobrą kuchnią i minimalistycznym designem. W okolicy hotelu trasy piesze są raczej nudne. To raj dla narciarzy, a latem warto mieć samochód, aby dotrzeć w oddalone o kilkanaście kilometrów malownicze miejscówki. Brak ciekawych tras rekompensuje design hotelu i jego centralne położenie między alpejskimi dolinami. Gdy zdecydujemy się ruszyć autem, dość szybko (ok. 15 min. drogi) trafimy na widoki ze zdjęć. Nasza ocena: Hotel 5/5 Śniadanie 5/5 (duży wybór eko) Kolacja 5/5 Położenie 4/5 Stosunek jakości do ceny 5/5 X-Factor: okna w pokojach z leżankami do górskich medytacji 🙂

Z widokiem na Kazbek

Z Tbilisi w góry Wielkiego Kaukazu można dojechać w niecałe 3 godziny. Drogę można pokonać taksówką (ok. 100 zł) lub marszrutką (15 zł). Wyprawa mini busikiem w niczym nie będzie przypominać ospałego transportu, który znamy z Polskich miast. Gdybym miał porównać to doświadczenie, zestawiłbym je z treningiem na torze gokartowym. Podróż taksówką ma swoje plusy, a przede wszystkim możliwość zatrzymania auta w dowolnym miejscu na trasie bez wpływu na koszt końcowy kursu (przy założeniu, że zatrzymujemy się na kilkanaście minut, a nie spędzamy po drodze połowę dnia). Nasi czytelnicy już wiedzą, że lubimy testować różne rozwiązania i w jedną stronę wybraliśmy taksówkę, by wrócić małym busikiem. Jadąc do Kazbegi, warto zrobić przystanek w Ananuri oraz Gudauri; chociażby dla takich widoków. Trasa jest mało wdzięczna, bo do licznych zakrętów, kiepskiej nawierzchni dochodzą strome zbocza. Samo miasto Kazbegi jest bardzo często odcinane od świata przez opady śniegu blokujące przejazd. W czasie naszego majowego pobytu droga była zablokowana przez 2 dni. Dla osób, które mają wykupione bilety powrotne, może być to sporym utrudnieniem. Samo Kazbegi wydaje się mocno …