Wszystkie posty otagowane: Podróże

Przystanek w Lanie

1477 Reichhalter. Warto? Warto! Dla dobrej kuchni (czy musimy o tym pisać, że takie miejsca wybieramy heh), dla pięknych wnętrz i dobrej lokalizacji. W tym miejscu czułem się jak bohater dobrego filmu; w każdym razie z dobrą scenografią. Dla wnikliwych czytelników bloga – w domu, w Warszawie mam takie same gniazdka do prądu (to znaczy część z nich, bo wymiana całości była na razie zbyt kosztowna).

W Starej Szkole

To miejsce już dawno chcieliśmy odwiedzić, skuszeni przede wszystkim opiniami o lokalnej eko kuchni. Nieprzypadkowo, centralnym punktem agroturystyki jest duży drewniany stół. To wokół niego toczy się życie domowników, a krzątanina gospodarzy w kuchni trwa niemalże od rana do wieczora. Ewa i Jacek serwują swoim gościom wszystko co najlepsze – domowe konfitury, pikle, mazurskie sielawy, warzywa z własnego ogrodu. Poza serwowaniem domowych specjałów, właściciele pensjonatu serwują masę ciekawych rodzinnych czy podróżniczych opowieści. Poza tym, podpowiadają, gdzie warto pojechać, co zobaczyć. W niedziele na podwórku Starej Szkoły odbywa się mini bio-targ, na którym można zaopatrzyć się w sąsiedzkie wyroby. My zabieramy ze sobą do Warszawy chleb na zakwasie oraz powidła z mirabelek. No i oczywiście jesteśmy na Mazurach, więc pływamy!

Gdy nie możesz się zdecydować, do którego z włoskich miast pojechać…

…pojedź do kilku! Każdy, kto nas zna, wie, jak bardzo lubimy Włochy (tak samo jak Japonię!). Potrafimy wracać kilku a nawet kilkunastokrotnie do tych samych miejsc. W Wenecji czy Mediolanie byliśmy niezliczoną ilość razy. Ale żeby sobie te „powtórki” urozmaicać, staramy się dokładać coś więcej… Tym razem była to Valpolicella. Mediolan Werona Wenecja Valpolicella

Piemont

To był nasz pierwszy wyjazd do Piemontu i pokochaliśmy ten region całym sercem! Po pierwsze – za widoki. Za niezwykle klimatyczny dom, w którym się zatrzymaliśmy, położony 10 minut jazdy od miasteczka Cuneo. Francesca, która w nim mieszka, udostępnia 2 pokoje gościom – co wydaje się zupełnie nietypowe – poza sezonem, bo w sezonie przyjeżdża tu cała rodzina. Za doskonałe śniadania, które Francesca przygotowywała tylko dla naszej dwójki – sery (w tym lokalny Castelmagno), konfitury, kremy orzechowe (region słynie z orzechów i gianduiotto – czekoladowo-orzechowych pralin), domowe ciasta… Naprawdę, śniadania w takim miejscu i przy takim stole zapamiętamy na długo! I za wszystkie te małe miasteczka, położone wśród winnic, gdzie powstają najlepsze z win – Barolo i Barbaresco.

Powrót do Apulii

Kolory Apulii to zieleń oliwek, szmaragd morza, czy czerń wysuszonej słońcem ziemi. Smaki to owoce morza, dojrzałe pomidory, ręcznie robiona burrata i kawa, która w tej części Włoch potrafi być mocna. Palety smaków i kolorów są dla nas najmocniejszym magnesem do powrotów. Apulię kochamy za minimalizm rozumiany jako prostota. Widzimy ją na talerzach; we wnętrzach masserii; w uśmiechu ludzi i w ich niewymuszonym spokoju – który gdzieś indziej byłby odebrany jako totalny luz. Krewetki z grilla, podane z oliwą i bułką są najlepszym przykładem, a restauracje takie jak L’oasi del Riccio oraz Il principe del mare, dostarczają więcej zmysłowych doznań niż niejedna knajpka z gwiazdką…