Arashiyama, Japonia, Kioto, Lifestyle
Dodaj komentarz

Arashiyama

Pędzi super-szybki shinkansen, a za oknem migają kolejne miejscowości;  jest i góra Fuji! Wysiadam w Kyoto, zostawiam bagaż i uderzam lokalnym pociągiem do Arashiyamy.

Spaceruję, mijam pary ubrane w kolorowe kimona i dzieciaki biegające w drewniakach, jak ja w adidasach. Przechodzę przez bambusowy las, zwiedzam jedną po drugiej świątynie; z każdą chwilą nabieram dystansu; myślami jestem tylko tu i teraz. Jak mawiają tutejsi – „pełen brzuch to zdrowe ciało” – przy czym problem otyłości nie jest tutaj znany. Kuszę się więc na zestaw tempury; jest chrupiący i pyszny; obok mnie dziewczyna głośno siorbie ramen; beka – a więc jej smakuje! Ja jem stosunkowo cicho, więc zatroskana kelnerka dolewa mi co chwila zielonej herbaty z prażonym ryżem, powątpiewając czy na pewno jestem zadowolony z jedzenia.

Z pełnym brzuchem śmigam dalej. Kolejna na liście ulubiona (i najlepsza jaką gdziekolwiek i kiedykolwiek piłem) kawa %Arabica; a tu kolejka na godzinę czekania! Szukam alternatywy – a tu dookoła również tłumy i kolejki! Biorę rybacką łódkę i uciekam w głąb wąwozu robić foty. Trochę wrzucam po drodze na isnta! Część zachowam dla siebie; ba, niektóre miejsca zostaną tylko moje, sic!

dsc_1652dsc_1661dsc_1655dsc_1662dsc_1682dsc_1689dsc_1717dsc_1749

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s