Azja, Batroun, Bejrut, Bliski Wschód, Foodie, Liban, Lifestyle, Morze, Plaża, Podróże, Weekend
Dodaj komentarz

Liban

Nazywam się Rafał. Przyznaję, że nałogowo kupuję bilety lotnicze. Ledwo skończę jedną podróż, pakuję się mentalnie w kolejną. Trwa to niemal od zawsze; no może od zakończenia liceum, kiedy pracowałem 3 miesiące jako przewodnik górski. Za zarobione pieniądze wyruszyłem w 2 tygodniową podróż autokarem do włoskiego Rimini wraz z grupą przyjaciół. Pamiętam nasz apartament, pachnącą pieczonymi pomidorami kuchnię i siatki wybrzuszone butelkami wina. Po tym dość bogatym we wrażenia wyjeździe, pewien byłem tylko jednego – nie zatrzymam się w poszukiwaniu nowych miejsc, smaków, kontaktów z ludźmi, choćby nie wiem co. Podróżowałem całe studia, odreagowywałem nieudane relacje, odejście Mamy; nie zatrzymałem się w czasie rocznej chemioterapii, ani gdy brakowało złotówek, gdy szukałem pracy. Głód nowego wypełniałem gromadzonymi historiami, migawkami odwiedzonych miejsc, wspomnieniem odkrytych smaków.

Perspektywa podróży mocno mnie cieszy. Czasem wszystko drobiazgowo planuję na długo przed lotem; częściej wyjeżdżam zupełnie spontanicznie i sam jestem zaskoczony, jak wiele z moich odkryć pokrywa się z rekomendacjami przewodników Monocle (seria, którą warto zabierać ze sobą). Wyjazdy pomagają mi zrozumieć skomplikowany świat i relacje międzyludzkie. Nie inaczej było z Bejrutem. Spodziewałem się żołnierzy na ulicach, napiętej sytuacji politycznej, tłumu uchodźców i zamieszek. Odnalazłem życzliwych i pomocnych ludzi, wspaniałą historię zróżnicowanego geograficznie kraju; poznałem kilku lokalsów, a nawet 2 dziewczyny podróżujące po Libanie z Łodzi.

Zacznijmy jednak od początku. Pomysł podróży do Libanu zrodził się w dzień po uruchomieniu sprzedaży biletów LOT na tej trasie. W chwili wyjazdu mieliśmy zarezerwowany hotel Albergo w Bejrucie oraz B&B Beit al Batroun w Thoum. Pierwszy z nich jest zlokalizowany w sercu Bejrutu, spacerem od większości atrakcji miasta. Ma 33 zupełnie różne od siebie pokoje i jest jednym z najstarszych hoteli nieprzerwanie działających w tym rejonie świata. Kilka zdjęć poniżej zostało zrobionych na jego tarasie…

Labneh, oliwki, manoushe z zatarem, ashta, hummus, jajka z sumakiem – czyli obfite libańskie śniadanie.

Beirut jest miastem bezpiecznym (za wyjątkiem dzielnicy znajdującej się wzdłuż drogi na lotnisko). Warto zwiedzać go pieszo lub korzystać z tanich przejazdów uberem. Wi-fi znajdziecie niemal w każdej knajpie. Z internetu w telefonie radzę nie korzystać z uwagi na miażdżące koszty.

W mieście nowe miesza się ze starym. Bez trudu znajdziemy domy zniszczone w trwającej ponad dwadzieścia lat wojnie domowej, jak i te odbudowane, które przypominają Nowy Jork, czy ulice Zurichu.

Mohhamad Al-Amin Mosque
Beirut Souks

To mieszanie się starego z nowym jest fascynujące. W Libanie znajdziemy prace takich architektów jak Maroun Lahoud, czy Zaha Hadid; bezkresne morze małych sklepików, knajpek, przeplatane jest drogimi restauracjami, świetnymi hotelami i butikami francuskich marek, jak choćby legendarnej Hermes. Brakowało mi tego słowa, ale to właśnie francuskość miejsca jest najlepszym określeniem stolicy Libanu. Wpływy francuskie w literaturze, sztuce, architekturze są do dziś mocne. Język francuski jest drugim po libańskim powszechnie używanym przez mieszkańców.

Hotel Albergo przywitał nas pysznym śniadaniem na tarasie i różaną lemoniadą. W pokoju czekały lokalne owoce i upieczone ciasto. Pycha!

Drugi z hoteli – Beit al Batroun był odskocznią od wielkomiejskiego zgiełku, smogu. Położony wśród winnic, z własnym gajem oliwnym – był oazą relaksu, do której wrócę w przyszłym roku! Właścicielka domu – Colette, opiekuje się gośćmi jak mama i serwuje najpyszniejsze lokalne śniadania. Jest też skarbnicą wiedzy o skomplikowanej historii regionu.

Chloe
Podczas śniadania mogliśmy spróbować lokalnej chałwy z pistacjami, czy kremu czekoladowego z melasy karobowej i tahini

Hotel powstał z kamieni, okiennic, czy cegieł znalezionych w zniszczonych wojną domów Bejrutu. Tutejsze meble wypełniały niegdyś libańskie wille, aby skończyć na gruzowisku, skąd zostały zabrane przez Colette.

3 km od hotelu znajduje się pas wybrzeża utkany letnimi klubami, restauracjami. Wśród nich, nasze serce zdobywa plaża Colonel, prowadzona przez właścicieli lokalnego browaru i destylarni wódki (produktów można spróbować w barze; świeże piwo nie ma sobie równych!).

Plaża Colonel znajduje się 1 km od miasteczka Batroun; podobno najstarszego stale zamieszkanego na Ziemi…

20 minut jazdy samochodem dalej znajduje się starożytne miasto Byblos.

Warak Inab, czyli libańskie „gołąbki” w liściach winogron

Po rekomendacje lokalnych restauracji, miejsc – piszcie priv. Rafal@szm.sk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s