Wszystkie posty otagowane: Travel

Piemont

To był nasz pierwszy wyjazd do Piemontu i pokochaliśmy ten region całym sercem! Po pierwsze – za widoki. Za niezwykle klimatyczny dom, w którym się zatrzymaliśmy, położony 10 minut jazdy od miasteczka Cuneo. Francesca, która w nim mieszka, udostępnia 2 pokoje gościom – co wydaje się zupełnie nietypowe – poza sezonem, bo w sezonie przyjeżdża tu cała rodzina. Za doskonałe śniadania, które Francesca przygotowywała tylko dla naszej dwójki – sery (w tym lokalny Castelmagno), konfitury, kremy orzechowe (region słynie z orzechów i gianduiotto – czekoladowo-orzechowych pralin), domowe ciasta… Naprawdę, śniadania w takim miejscu i przy takim stole zapamiętamy na długo! I za wszystkie te małe miasteczka, położone wśród winnic, gdzie powstają najlepsze z win – Barolo i Barbaresco.

Milano ti amo

Na ostatni weekend uderzyliśmy do Mediolanu. Zaledwie kilka dni temu miasto  żyło tygodniem mody; słowo żyło nie jest ani trochę na wyrost – na ulicach pojawiły się instalacje artystyczne, a pałacyki i hale przemysłowe zamieniły się w wybiegi; na ulicach obserwowaliśmy pełno przechadzających się ludzi z „branży” – modelek, stylistów, znanych z mediów influencerów i projektantów mody.

Powrót do Apulii

Kolory Apulii to zieleń oliwek, szmaragd morza, czy czerń wysuszonej słońcem ziemi. Smaki to owoce morza, dojrzałe pomidory, ręcznie robiona burrata i kawa, która w tej części Włoch potrafi być mocna. Palety smaków i kolorów są dla nas najmocniejszym magnesem do powrotów. Apulię kochamy za minimalizm rozumiany jako prostota. Widzimy ją na talerzach; we wnętrzach masserii; w uśmiechu ludzi i w ich niewymuszonym spokoju – który gdzieś indziej byłby odebrany jako totalny luz. Krewetki z grilla, podane z oliwą i bułką są najlepszym przykładem, a restauracje takie jak L’oasi del Riccio oraz Il principe del mare, dostarczają więcej zmysłowych doznań niż niejedna knajpka z gwiazdką…

Majówka w Tatrach

Wyjątkowo długi w tym roku „weekend majowy” postanowiliśmy spędzić w Krakowie na Off Camerze. Ja od początku miałam wątpliwości, czy tydzień w Krakowie (i w salach kinowych) jest najlepszą opcją, kiedy prognozy pokazują dwadzieścia kilka stopni… Dlatego przekonałam pozostałych, że warto urozmaicić sobie czas i chociaż jeden dzień spędzić w górach… a mój pomysł na tyle się spodobał, że na jednym dniu się nie skończyło! Zaczęliśmy dość lekko – niespiesznie. Po śniadaniu i spacerze krakowskim Kazimierzem, stwierdziliśmy, że może warto pojechać nad Morskie Oko. Wzięliśmy plecak, zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy. O 14 byliśmy na parkingu i weszliśmy na szlak. Obiad w schronisku dał nam sporego kopa energii i ruszyliśmy dalej, nad Czarny Staw.

Offowy tydzień

Historia z Offem była w tym roku dość zagmatwana. Do końca nie było pewne, czy pojedziemy, ale finalnie udało się! Za nami kilka filmów, spotkania z Anią Rubik czy Małgorzatą Szumowską, godziny rozmów z filmowcami z całego świata na wieczornych bankietach; ale przede wszystkim masa pozytywnej energii, która płynie od ludzi z podobnym, twórczym spojrzeniem na świat. Po raz kolejny odkryliśmy też Kraków, który co roku zmienia się nie do poznania. Oczywiście Kazimierz, Rynek pozostają niby takie same… ale poprzez nowe kluby, knajpki – wstępuje w miasto nowa siła, która przyciąga bardziej i bardziej… Co ciekawe, już kilka kilometrów od centrum można znaleźć perełki, jak winnice, Zwierzyniec, Niepołomice, czy wreszcie Tyniec. Kto nie widział, niech nadrobi!