Wszystkie posty otagowane: Weekend

Na grzyby!

Weekendowy pobyt w Beskidzie Niskim miał jeden cel – odpoczynek z dala od miasta, wśród zieleni, z domową lokalną kuchnią. I ten cel został zrealizowany w 100%. Kominek, wybór książek i rozmowy przy winie czy gorącym drożdżaku z nowo poznanymi osobami, wypełniły nam oba wieczory. Stara Farma oferuje 2 posiłki – śniadanie oraz serwowaną ok. godz. 17-18 obiadokolację. Kuchnia jest naprawdę smaczna, oparta o lokalne produkty. Na śniadanie będziecie mieć okazje zjeść racuchy, owsiankę, omlet, świeżo pieczony chleb. Nie muszę chyba wspominać o wyborze serów i wędlin, czy o sezonowych warzywach. W zasadzie wybór jest an tyle duży, ze każdy znajdzie coś dla siebie. A, i był deser śniadaniowy! 🙂 Jeszcze ciepłe crumble z jabłkami i śliwkami było obłędnie pyszne. W takim miejscu można się solidnie rozleniwić i zresetować. I wcale nie trzeba wstawać o 6 rano, żeby zaliczyć udane grzybobranie. Grzyby, które zawsze uznawane były za rzadkie i ciężkie do znalezienia, tu są regionalnym „specjałem”. Wystarczy wyjść na krótki spacer po lesie, żeby wrócić z pełnym koszykiem rydzów. Okoliczne lasy, niezależnie od pogody, dają …

Raj nad morzem

Niemalże ta sama lokalizacja, a tak różne miejsca… Tym razem zabieramy Was w trzy miejscówki nad polskim morzem. Domki Szumilas Skandynawski wystrój, własny taras domku są atutami tego miejsca. Z minusów brak śniadań, czy bliskie sąsiedztwo pozostałych domków. Cena to około 400 zł za noc bez śniadania. Pałac Sasino OdNova Mocnym punktem Pałacu Sasino są śniadania. Nie dość, że pięknie podane, to naprawdę wybór był solidny – od domowych ciastek owsianych po zielone smoothie. Do plaży czeka nas 45 min spacer. Można skorzystać z samochodu elektrycznego odwożącego gości w sezonie. Cena za pokój to około 400 zł w sezonie. Cisowy Zakątek Wizualnie piękne miejsce, w oddali od miasteczka. Nad morze najelpiej pojechać rowerem. Spacer zajmie około 50 minut. My lubimy spacery, więc nie będzie to wadą miejsca. Cena około 400 – 500 zł w sezonie. Niezależnie od tego, które z tych miejsc wybierzecie (czy może jeszcze inne, bo w okolicy powstają co chwila nowe), macie gwarancję pięknej piaszczystej plaży i braku tłumów (nawet w sezonie!). No i rzut beretem stąd jest restauracja Ewa Zaprasza, w …

Minimalizm na Morawach

Z wyprawą wiązaliśmy spore nadzieje. Góry i gęste lasy są zawsze dobrym celem podróży. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Mezi Plutky. Właściciele odrestaurowali pieczołowicie stary dom, dbając o każdy detal, wysoką jakość mebli czy tkanin. Pokój (najmniejszy w pensjonacie) był wystarczająco przestronny i komfortowy. Śniadanie składało się z lokalnych produktów przemieszanych z tymi z supermarketu. Obłędnie smaczne borówki leżały obok wyjętych z folii, przemysłowo uprawianych pomidorów. Domowe ciasto, sery i konfitury były mocną stroną posiłku. Na zewnątrz na nas czekał basen, a przy nimi leżaki, stoliki… Dużym plusem była naturalna filtracja wody (bez chloru, za pomocą roślin). Minusem lodowata woda. Mimo niskiej temperatury odważyłem się pływać. Po chwili radość z pływania w górskiej wodzie wzięła górę nad chłodem… Bardzo polecam spróbować! Naszym celem był relaks na łonie natury; nie zabrakło więc spacerów po górach i lesie. Mezi Plutky to wybór dość drogi, naszym zdaniem nie wart ceny. Zaskoczyła nas niemiło cena posiłku, którą poznaliśmy dopiero przy wyjeździe… Sama kolacja była przeciętna. Z plusów, w zamian za wysoką cenę otrzymujemy przepiękne wnętrza, ogród, basen i możemy oderwać …

W Starej Szkole

To miejsce już dawno chcieliśmy odwiedzić, skuszeni przede wszystkim opiniami o lokalnej eko kuchni. Nieprzypadkowo, centralnym punktem agroturystyki jest duży drewniany stół. To wokół niego toczy się życie domowników, a krzątanina gospodarzy w kuchni trwa niemalże od rana do wieczora. Ewa i Jacek serwują swoim gościom wszystko co najlepsze – domowe konfitury, pikle, mazurskie sielawy, warzywa z własnego ogrodu. Poza serwowaniem domowych specjałów, właściciele pensjonatu serwują masę ciekawych rodzinnych czy podróżniczych opowieści. Poza tym, podpowiadają, gdzie warto pojechać, co zobaczyć. W niedziele na podwórku Starej Szkoły odbywa się mini bio-targ, na którym można zaopatrzyć się w sąsiedzkie wyroby. My zabieramy ze sobą do Warszawy chleb na zakwasie oraz powidła z mirabelek. No i oczywiście jesteśmy na Mazurach, więc pływamy!

Piemont

To był nasz pierwszy wyjazd do Piemontu i pokochaliśmy ten region całym sercem! Po pierwsze – za widoki. Za niezwykle klimatyczny dom, w którym się zatrzymaliśmy, położony 10 minut jazdy od miasteczka Cuneo. Francesca, która w nim mieszka, udostępnia 2 pokoje gościom – co wydaje się zupełnie nietypowe – poza sezonem, bo w sezonie przyjeżdża tu cała rodzina. Za doskonałe śniadania, które Francesca przygotowywała tylko dla naszej dwójki – sery (w tym lokalny Castelmagno), konfitury, kremy orzechowe (region słynie z orzechów i gianduiotto – czekoladowo-orzechowych pralin), domowe ciasta… Naprawdę, śniadania w takim miejscu i przy takim stole zapamiętamy na długo! I za wszystkie te małe miasteczka, położone wśród winnic, gdzie powstają najlepsze z win – Barolo i Barbaresco.

Męski wypad do Włoch

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w Wenecji. Po porannym przylocie na lotnisko trafiliśmy na plac Św. Marka i do nieodległego hotelu Flora, w którym się zatrzymaliśmy. Po długim spacerze weneckimi ulicami wstąpiliśmy do restauracji Anice Stellato. Po lunchu mieliśmy ambiwalentne uczucia. Obłędnie pyszne przegrzebki, świetnie dobrane wino, ale katastrofalnie przesolona pasta z omułkami. Lepszym wyborem była kawa we Florianie na pl. Św. Marka. Po kawie czekało nas dalsze zwiedzanie miasta, dużo muzyki, Opera, wystawa fotografii oraz wycieczka taksówką na wyspę Giudecca.

Nie wrócę do Wenecji…

Przynajmniej do kolejnego razu 😉 Z nawykami już tak jest, że łatwo wypadają nam spod kontroli; moim nałogiem podróżniczym są powroty do Wenecji – a w konsekwencji pytania znajomych – dlaczego wybieram to samo, jak wokół tyle fajnych miejsc… No właśnie – czemu? Wjazd pociągiem do miasta robi robotę; po obu stronach okna woda, po której wydaje się jechać pociąg; drobiazg – ale szczegóły mają znaczenie. W opcji z przylotem bezpośrednim, do miasta trafiamy taksówką wodną / wodnym tramwajem i jednym z pierwszych widoków są kamienice wokół Canale Grande. Hotele w Wenecji słyną ze zwalających z nóg cen. Jednak zdarzają się też takie jak Hotel Flora, który łączy w sobie wenecką atmosferę, świetne położenie i akceptowalny koszt noclegu.